Poprzednie części tu i tu. I tu.Oraz tu.

Wstaję o dziewiątej rano, żeby sprawdzić HotelTonight. Nie wiem jak ja to zrobiłem, ponieważ kac ścinał mnie z nóg. Zszedłem. Piętro niżej. Siadłem na schodach żeby złapać sygnał Internetu. Jest! Trzygwiazdkowy Philipus za niecałe czterysta złotych! Dlaczego się cieszę? Mam „uzbieraną” sporą, darmową pulę środków do wykorzystania w aplikacji. Dycha dopłaty, czyli po pięć cebulionów od osoby, śniadanie wliczone.

ateny002
Nasz prywatny dach w pierwszym hotelu.

Jadąc do naszej nowej bazy poznajemy dwie Polki, które też są tu na wakacjach. Nie zbyt piękne, ale my trzeźwi też nie jesteśmy, więc ustawka z nimi na wieczór.

Hotel nastawiony na Niemców w garniturach, z nowymi BMW pod wejściem. My wbijamy, skacowani, zmęczeni, z wielkimi plecakami, karimaty i te sprawy. Musimy wyglądać niecodziennie. Wcześniej zwiedzamy okolice Akropolu, wchodzimy na górę obok, z której mamy świetny widok zarówno na starożytne budowle jak i na panoramę miasta. Wino z kartonu, dżoincik, relaks.

ateny009
Roberttam i ruinteam

Później jedziemy do hotelu dziewczyn, wypijamy jakieś alko, są różne plany, ostatecznie jedziemy do nas. Po drodze staram się wysępić fajeczkę do skręta, po dwóch nieudanych próbach, jedna z nich kupuje całą paczkę Marlboro, choć sama nie pali. Gdy docieramy do naszej bazy, Bobi, który jest najbardziej najebany z nas wszystkich, próbuje pożegnać się z dziewczynami. W stylu „wypierdalać na metro! ja i Robson idziemy się najebać!”. No jakbym już kurwa nie był.

Idziemy na śniadanie. Tak w ogóle mam lęk przed śniadaniami w hotelach. Zazwyczaj mój stan fizyczny lub psychiczny nie pozwalają mi zejście do restauracji. Z drugiej strony cebula w sercu puszcza pędy, by piętnaście minut przed końcem czasu wstać z łóżka. Bez prysznica, we wczorajszych ciuchach. Zęby przynajmniej umyte.

Pierwsze normalne jedzenie, nie licząc naprawdę dobrych suvlaków. Herbata na ciepło, paróweczki, prawdziwy ser, wszystko super, gdyby nie skurwesyński kac, który mocno utrudniał zapchanie żołądka. Do tego ci wszyscy porządni ludzi w około, czuję się słabo. Wracamy do pokoju, Bobek rzyga . Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wpierdolił się z buta do kibla, w którym ja siedziałem na tronie. Do teraz cieszę się, że zrobił to do wanny. Trzeba się ogarnąć, co robimy dalej? Spalamy dżointa. Robert, zamiast poczuć się lepiej, znowu biegnie do łazienki. Pakujemy manatki, wyprane rzeczy zabieramy z balkonu, trochę siara, ale co tam.

Dzwoni telefon. To niewiasty, które poznaliśmy wczoraj. Oferują nam, byśmy na przypał przekimali się u nich w hotelu. Trochę spoko, trochę nie, ale skorzystamy. Dziewczyny wnoszą nam plecki do swojego pokoju, pełny kamuflaż. Jedziemy z nimi na plażę, po czym one idą na jakąś gównianą objazdówkę, a my szwendamy się po mieście, rozkminiając, że jest tu za kulturalnie. Trochę nie możemy się odnaleźć. Zjadamy suvlaka z kota, serwowanego przez sędziwego typka, który prowadzi swoją knajpę od kilkudziesięciu lat. Późnym wieczorem wracamy do „naszego” hotelu i robimy małą posiadówkę. Jutro czas pożegnać się z Atenami.

ateny034
Wojna

Rano, po zaledwie kilkunastu dniach popełniania błędów, wyciągamy wnioski. Sprawdzamy w internecie wszelkie możliwe wskazówki, co do poruszania się stopem w naszym kierunku, robimy zakupy, żegnamy się naszymi gospodyniami i ruszamy na wylotówkę. Metro, autobus, później trochę z buta, w ten sposób dochodzimy do bramek poboru opłat. Pomimo, że obok jest komisariat, stajemy centralnie koło niego i zaczynamy łapanie. Idzie nam źle. Pogoda zaczyna się psuć, na dodatek po jakiejś godzinie przed wejściem na komendę zbiera się większa grupa psów, i każą nam opuścić autostradę… na czterdzieści minut, potem możemy wrócić. Nie wiemy co jest grane, no ale okej, skok przez murek i jesteśmy przy drodze krajowej równoległej do trasy.

ateny041
Pierwsze stopowanko w kierunku północnym

Mija kilkanaście minut, po czym zatrzymuje się biały kompakt, kierowca po czterdziestce, w równie białej koszuli, próbujemy się dogadać, ale:
– No english, little english – mówi kierowca.
– Are u going to Lamia? – Tą miejscowość akurat mieliśmy napisane na kartonie.
– No – i tu pada nazwa jakiejś miejscowości, której nie byliśmy w stanie zlokalizować na mapie, ale przypominamy sobie, że kilkadziesiąt kilometrów dalej jest grill-bar i parking dla tirów polecany przez autostopowiczów.
– Jubmo?
– Jumbo, jumbo!
Wsiadamy, zaraz po starcie nasz kierowca próbuje nam coś powiedzieć, lecz nie bardzo wie jak, pokazuje palcem na sąsiednia autostradę.
– Highway. – Mówię, trafiam w sendo.
– Highway, money. I no money. Fuck you highway!

Trafił swój na swego, atmosfera jest przezabawna. Kierowca włącza jakaś spokojną muzykę, pyta czy jest okej, by po chwili odpalić… 2Paca. Usłyszeć to jedno, a zobaczyć bansującego Petera, kiwającego głową i pokazującego środkowe palce przy refrenach… Haha super to było (widać na wideo nawet). Dojechaliśmy na Jumbo. Gdy wysiadaliśmy Piotrek dał nam pięć euro na kawę, przyjęliśmy, po krótkim, udawanym zakłopotaniu. Cieszyliśmy się z pierwszego etapu, przebytego w kierunku domu. Niezbyt długo. Jumbo to wielki parking, głównie dla tirów, po dwóch stronach autostrady…, który swoje lata świetności ma daaaawno za sobą. Trzy ciężarówki, bez chęci współpracy, i wielki budynek, z przejściem nad trasą, w połowie opustoszały.

No to pięknie. Na dokładkę dzwonią koleżanki z Aten, że znalazły worek zielska, żebyśmy wrócili. A gdybym wiedział, że stracimy cały dzień, aby przejechać czterdzieści kilometrów, to wolał bym zostać dzień dłużej w stolicy. Próbujemy bez skutku złapać stopa po naszej stronie trasy (nawet logicznie, nie?) i z podobnym brakiem skutku ogarniamy nocleg w budynku. Pozostaje nam rozbić namiot, i liczyć na lepsze jutro. Jemy zimne pulpety na opustoszałym placu zabaw, dzielimy się resztkami z nowo poznanym psiakiem, a nóż karma wróci. No i nawet nas polubił, chyba jako jedyny tutaj. Gównianego dnia nie osładzają nawet Ruffelsy, chipsy, które były wyznacznikiem smaku i grubości ziemniaków gdy chodziłem do podstawówki, teraz smakowały naprawdę przeciętnie.

ateny042
Jumbo

Wideo z tego wyjazdu możecie zobaczyć TUTAJ.

Poniższe zdjęcia najlepiej oglądać w pełnej rozdzielczości. Kolejne części niebawem.