Ukraina, jednocześnie tak nam bliska i niepoznana. Wybierając się tam po raz drugi nie miałem zbyt wielkich planów. Moja wizyta miała być jedynie małym wstępem i zakończeniem wyprawy do Azji Centralnej. Można powiedzieć, że pierwszą częścią relacji z zeszłorocznej majówki jest wpis z lotniska w Iwanofrankiwsku. Choć tak naprawdę we Lwowie byliśmy wcześniej, a w Kijowie i wcześniej i później, to aby Wam (głównie sobie) było wygodniej wrzucę to wszystko do jednego wora, a wór do jeziora. Cytując klasyk, nie używając cudzysłowu.

Nasz pobyt we Lwowie to zaledwie kilka godzin. W oczekiwaniu na pociąg połaziliśmy trochę po starym mieście, zjedliśmy obiad, odwiedziliśmy lokalny browar „Prawda”. Fajnie, ale za krótko.

W stolicy Ukrainy mieliśmy przesiadki między lotami, prawie cały dzień do wykorzystania przy locie w jedną i w drugą stronę. Po dotarciu z lotniska na Majdan, zrobieniu sobie zdjęć z egzotycznym ptakiem typu gołąb, zjedzeniu ukochanego barszczu, pojechaliśmy do domu, rezydencji byłego prezydenta tego kraju, zwanej meżyhirią. Z centrum jest to kawałek drogi, najtańszą opcją jest dojechanie metrem do stacji Heroiv Dnipra, a następnie przejazd marszrutką bądź taxibusem. Na miejscu można wynająć rowery lub inne środki transportu, i jeśli nie masz całego dnia ( i masz w sobie choć pierwiastek sportowca, tak jak my), mocno polecam. Teren jest przeogromny, wg popularnej pedii ma niecałe 140 hektarów. Na jej terenie znajduję się min. pole do golfa, lotnisko, garaż – muzeum, prywatne zoo, kilka rezydencji oraz zacumowany Galeon. Pewnie sporo pominąłem, przez pół dnia na jednośladach nie byliśmy w stanie zobaczyć wszystkiego. Szok, jak można było (ciągle można) żyć w takim przepychu, gdy kraj pogrążony był w biedzie. Szok, gdy zjeżdżając z dość sporej górki przestaje mi działać tylny hamulec.

W drodze powrotnej sporo czasu zajęły nam sprawy organizacyjno-śniadaniowo-obiadowe. A delikatnie nadszarpnięty budżet (przez mój wyszarpany do końca, łącznie z portfelem), kiepska pogoda i zmęczenie ograniczył nasz pobyt do spróbowania miejscowego piwka. Za ostatni hajs. Zostawiając sobie tylko parę hrywien na najtańszy nocleg w Iwano Frankiwsku.

Zdjęcia autorstwa Kadiego, oraz moje polecam oglądać w pełnej rozdzielczości.