Ten krótki wpis można potraktować jako prolog do relacji z Majówki. Iwano Frankiwsk był miejscem naszego wylotu do Kazachstanu. Aby się tam dostać wystarczyło pojechać Polskimbusem z Częstochowy (lub z Wrocławia, jeden chuj) do Rzeszowa, spędzić tam jedną, prawie darmową noc w Garden Inn, a następnie złapać blablacar do Lwowa. We Lwowie należało wypić kilka piwek, zjeść obiad i wieczornym pociągiem pojechać do Iwano Frankiwska. Taksówka z dworca, i około czwartej rano zameldowaliśmy się pod lotniskiem., gdzie czas zatrzymał się kilkanaście (lub kilkadziesiąt) lat temu. Myślałem, czy nie wrzucić tego w cudzysłów, lecz nie wypada. Jest to oficjalny międzynarodowy port lotniczy. Choć nie wygląda.

Na początku maja można było stąd polecieć do Kijowa oraz do Stambułu. Dwa loty dziennie.Kolejną ciekawostką jest to, że było one przez większość dnia zamknięte, otwierano je jedynie na czas przylotów i odlotów.

dscf0004-kopiowanie
Tablica odlotów

Na dzień dzisiejszy siatka połączeń została lekko rozbudowana, do siedmiu kierunków, w czterech państwach (czyli lepiej niż nasz Radom). W środku znajduje się wielki hol, z równie wielkim żyrandolem. Nie ma tu strefy bezcłowej, ani podziału na terminale. Jest za to mini sklepik, który otwarto na niedługo przed godziną naszego odlotu, oraz stanowiska linii lotniczych, które pozostały zamknięte.

Hol
Hol
Hol
Hol

dsc_0042

Na piętrze mieści się, a właściwie mieściła kawiarnia, po której zostały tylko loże oraz barowa lada. Teoretycznie całkiem przyzwoite miejsce na drzemkę… dopóki obsługa lotniska, z niewiadomych przyczyn nie poprosi nas o zejście na parter.

Restauracja na piętrze
Restauracja na piętrze

Za jedynymi z niewielu oznaczonych drzwi mamy urząd pocztowy. Czynny? Nie wiadomo. Oprócz tego nie ma tam nic. Dosłownie. Puste, pozamykane lub nie, pokoje i korytarze. Można poczuć się jak w opuszczonym miejscu. A przecież pojawia się tu coraz więcej osób i mamy zamiar przedostać się stąd do Azji Centralnej. Czas apokalipsy w ukraińsko-polskim wydaniu.

dsc_0039

dsc_0034

Lekkim zdziwieniem były toalety, na poziomie -1, które na tle całego obiektu prezentowały się naprawdę nieźle. Były nawet całkiem stylowo oznaczone. Niestety zapomniałem zrobić sobie samojebki w lutrze, a zdjęć kolegów wrzucać nie będę;)

dsc_0055

Zbliżała się godzina naszego odlotu. Dwie panie, które według mnie obejmują większość stanowisk funkcyjnych, zaczynają odprawy bagażowe.

dsc_0064-kopia

Wystawianie biletów idzie w nie najszybszym tempie, szczerze mówiąc do dopełnienia szali absurdu brakowało tylko maszyn do pisania, które zastąpione były sprzętem elektronicznym. Po wydrukowaniu kart pokładowych wszyscy kierowani są za drzwi, do mniejszej sali, gdzie czekamy już na wejście na pokład. Zapomniałem przepakować chyba aparatu do podręcznego. Żaden problem. Przechodzę po taśmie przez otwór za zaplecze. Nikt nie robi problemu.

dsc_0065dsc_0067

Porządku na płycie lotniska pilnują te same panie, które zajmowały się odprawami, lecz przestaje nas to powoli już dziwić. Jesteśmy na Ukrainie, wszystko wydaje się być lekko szalone, a co najlepsze, idzie zgodnie z planem. Następny przystanek – Kijów. Jak do tej pory wszystko idzie według planu.

Poniżej kilka dodatkowych fot, większość autorstwa Kidd Kadiego.