W marcu zeszłego roku po raz drugi postawiłem swoją stopę (a nawet obie) na czarnym lądzie (i jeżowcu, ała). Tanzania, choć nie jest ojczyzną diabła tasmańskiego oferuje nam równie wiele, o ile nie więcej niż sam diabeł. Nasza właściwa wyprawa rozpoczynała się w Kopenhadze (Christiania sztos), do której dojechaliśmy tunelo-mostem z Malmo, do którego dolecieliśmy Wizzem z Pyrzowic. Jak zwykle nie było najprościej, a arcy ciekawie i dość tanio. Porównując.. Read More