Ciężko jest mi wybrać pierwsze skojarzenia. Wiedeń. Z jednej strony piękne miasto, z wieloma zabytkami i atrakcjami. Z drugiej mnogość przygód, które spotkały mnie przy poprzednich próbach zawładnięcia stolicą Austrii. Bywało lepiej, bywało gorzej, bywało tragicznie. Teraz mogę się z tego śmiać, wynosząc z tego lekcje na kolejne wycieczki (ta, jasne).

Choć pozornie od pierwszej wycieczki sporo się zmieniło – nie spałem na schodach pod ratuszem, tylko w 5* hotelu, jadłem obiad w restauracji a nie paprykarz w parku, to dalej ciąży nade mną jakieś fatum (albo zwyczajnie jestem głupi). Tym razem zarezerwowałem bilet powrotny na niewłaściwy dzień, dzięki czemu nasz pobyt wydłużył się z jednej do dwóch nocy. Czy to plus czy to minus? W sumie plus, pomijając wątek finansów, który i tak zazwyczaj pomijam.

Moja trzecia próba podboju Wiednia (pierwsza jesienią) wyglądała następująco: Poranne śniadanie w restauracji (całodobowy Mc w podziemiach przy dworcu oferuje klasyczne menu również rano), ponieważ bus przyjechał godzinę za wcześnie, a nie za bardzo wiedziałem co robić o piątej rano (po dwunastej nie miałbym dylematu #dżentelmen). Spacer po ogrodach belwederu i okolicach. Oceanarium – Haus des Meeres, polecam, dużo zwierzątek, nie tylko wodnych, są też małpki, ptaki i trochę gadów. Dodatkowo super punkt widokowy. Jako ciekawostkę można dodać, że znajduje się ono w byłej wieży przeciwlotniczej. Chwila relaksu w Stadparku, obiad w Der Wiener Deewan, a wieczorem piwko z koleżanką, mieszkającą już od dłuższego czasu na emigracji.

Kolejnego dnia oglądamy spalarnie śmieci zaprojektowaną przez Friedensreicha Hundertwassera, która wygląda jak… sam nie wiem, na bank nie jak spalarnia śmieci. Korzystając z super (jak na listopad) pogody zwiedzamy Schonbrunn. Robimy zakupy w sklepie przy fabryce czekolady Manner, w powietrzu nad okolicą roznosi się przepyszny zapach (jeśli ktoś lubi słodycze). Na koniec dnia zostawiamy stare miasto, lecz życie potoczyło się tak, że podziwiamy je dopiero dnia następnego.

Info praktyczne:

  • Bilet wstępu do oceanarium – normalny 15,80e, ulgowy 11,90e. Przy wejściu zamykane szafki-przechowalnia – 0,50e.
  • Der Wiener Deewan – pakistańska restauracja, gdzie płacisz za jedzenie, tyle ile uważasz za stosowne. Jedzenie nawet smaczne, trzeba się liczyć z tym, że trzeba będzie chwilę poczekać na wolny stolik.
  • Outlet Manner, można kupić w nim kilka rodzai czekoladek w cenach niższych niż normalnie. Limit 5kg (jeśli dobrze pamiętam) na osobę.
  • Parki jesienią nie porywają, jeśli wybierasz się pierwszy raz do Wiednia, zrób to latem #Schonbrunn
  • Bilet jednorazowy na komunikację miejską – 2.20e
  • Bilet całodobowy – 7,60e
  • W Wiedniu znajduję się kilka punktów, gdzie można kupić polskie kanapki – Trześniewski (niestety nie zdążyłem spróbować, jest pretekst do kolejnej wycieczki)

Podziękowania dla Gosi, która dzielnie mi towarzyszyła, oraz dla Marty z Piotrkiem za pomoc i ogarnięcie. No i wielkie pięć dla Brzeszczota.

Poniżej krótka fotorelacja (już nie wiem czy wymieszały się foty, czy kolejność zdarzeń). Na Wiedeń!